W dzisiejszym świecie, gdzie kariera często definiowana jest przez wspinanie się po szczeblach korporacyjnej drabiny, a stabilność finansowa staje się synonimem sukcesu, coraz więcej osób zaczyna zadawać sobie fundamentalne pytania. Czy prawdziwe spełnienie można odnaleźć tylko w świetnie płatnej, ale często bezdusznej pracy? Czy istnieje droga, która łączy pasję z zarabianiem na życie, a rękodzieło z nowoczesnym biznesem? Adam jest żywym dowodem na to, że taka ścieżka istnieje. Człowiek, który jeszcze kilka lat temu zarządzał zespołami i budżetami w jednej z największych międzynarodowych korporacji, dziś z dumą nazywa się rzemieślnikiem. Jego ręce, niegdyś przyzwyczajone do klawiatury komputera, teraz zręcznie obrabiają drewno, skórę, metal, tworząc przedmioty z duszą. To historia o odwadze, poszukiwaniu sensu i odkrywaniu siebie na nowo. Spotykamy się w jego niewielkiej pracowni, gdzie powietrze przesiąknięte jest zapachem drewna i skóry, a w tle słychać delikatny szum narzędzi.

Egomen: Adamie, dziękuję, że zgodziłeś się na tę rozmowę. Twoja historia jest dla wielu niezwykła i myślę, że może być inspiracją. Zanim przejdziemy do sedna, opowiedz nam, jak wyglądało Twoje życie przed tą radykalną zmianą.

Adam: Cześć! Cieszę się, że mogę podzielić się swoją historią. Moje życie korporacyjne… cóż, było dokładnie takie, jak wyobraża sobie to większość ludzi, a nawet więcej. Pracowałem w dużej firmie technologicznej, na stanowisku menedżerskim. Odpowiadałem za strategiczne projekty, zarządzałem zespołem kilkunastu osób, spędzałem mnóstwo czasu na spotkaniach, w podróżach służbowych, goniąc deadline za deadlinem. Moja kariera rozwijała się dynamicznie, zarobki były więcej niż satysfakcjonujące, miałem służbowy samochód, prywatną opiekę medyczną – pełen pakiet benefitów, o którym marzy wielu absolwentów. Z zewnątrz wyglądało to jak książkowy przykład sukcesu. Mieszkanie w centrum miasta, markowe ciuchy, egzotyczne wakacje. Wszystko zgodnie z planem, który zresztą sam sobie wyznaczyłem lata temu.

Egomen: I co w tym wszystkim było nie tak? Przecież to brzmi jak marzenie wielu.

Adam: (Uśmiechając się lekko) Problem polegał na tym, że to było „marzenie” skrojone przez społeczeństwo, przez stereotypy, przez obraz sukcesu, jaki nam się od małego wpaja. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że mimo wszystkich tych zewnętrznych oznak, w środku czuję pustkę. Budziłem się rano z poczuciem, że kolejny dzień będzie kalką poprzedniego. Moja praca, choć na papierze istotna, w rzeczywistości nie dawała mi poczucia, że tworzę coś namacalnego, coś, co ma realną wartość poza wskaźnikami i słupkami Excela. Czułem się jak trybik w ogromnej maszynie, który, owszem, jest potrzebny, ale równie łatwo wymienialny. Brakowało mi autentyczności, brakowało mi pasji. Wszystko było na zewnątrz, nic wewnątrz. To był rodzaj głębokiego zmęczenia, nie tyle fizycznego, co psychicznego i emocjonalnego. Paradoksalnie, im więcej osiągałem, tym mniej byłem szczęśliwy.

Egomen: Czyli zacząłeś szukać czegoś więcej? Jak wyglądało to poszukiwanie?

Adam: Tak, dokładnie. Najpierw nie wiedziałem, czego szukam. Wiedziałem tylko, że to, co mam, nie wystarcza. Zacząłem wracać do starych pasji z dzieciństwa. Zawsze lubiłem majsterkować, coś tworzyć. Jako dzieciak budowałem domki na drzewach, rzeźbiłem w drewnie, składałem modele. Te hobby porzuciłem w pogoni za „dorosłym” życiem. Zacząłem spędzać weekendy w garażu, który szybko zaczął przypominać warsztat. Najpierw odnawiałem stare meble, potem próbowałem swoich sił w stolarce, później zainteresowałem się obróbką skóry. To było jak powrót do korzeni, do najbardziej podstawowej formy ludzkiej aktywności – tworzenia czegoś własnymi rękami. Czułem, że każda godzina spędzona na szlifowaniu drewna czy zszywaniu skóry dawała mi więcej satysfakcji niż tydzień korporacyjnych spotkań. Ten zapach drewna, dotyk materiałów, proces przekształcania surowca w coś użytecznego i pięknego – to było dla mnie jak terapia. To było coś, co rezonowało z moją prawdziwą naturą.

Egomen: A kiedy pojawiła się myśl o rzuceniu pracy? To musiał być ogromny krok, zwłaszcza biorąc pod uwagę stabilność, którą miałeś.

Adam: To nie była jedna myśl, to był proces. Początkowo traktowałem rzemiosło jako odskocznię, hobby. Ale im więcej czasu spędzałem w warsztacie, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to jest to, co chcę robić na serio. Stopniowo zacząłem sprzedawać swoje wyroby – najpierw znajomym, potem przez internet. Reakcje były niesamowite. Ludzie doceniali jakość, duszę włożoną w każdy przedmiot. To był moment, w którym uświadomiłem sobie, że moja „pasja” ma potencjał, by stać się „pracą”. Z drugiej strony, moje niezadowolenie z korporacyjnego życia rosło. Stres, presja, brak poczucia sensu stawały się coraz bardziej obciążające. W końcu doszedłem do ściany. Wiedziałem, że jeśli nie spróbuję, będę żałował do końca życia. Decyzja o rzuceniu pracy nie była łatwa. Miałem zobowiązania, kredyt hipoteczny. Ale strach przed żałowaniem niewykorzystanej szansy okazał się silniejszy niż strach przed nieznanym. Spędziłem wiele tygodni na planowaniu, liczeniu, oszczędzaniu. Chciałem mieć poduszkę finansową na początek, żeby nie rzucić się na głęboką wodę bez zabezpieczenia.

Egomen: Jak zareagowało Twoje otoczenie na tę decyzję? Rodzina, przyjaciele, współpracownicy?

Adam: Reakcje były bardzo różne, od pełnego wsparcia po totalne niezrozumienie. Moi najbliżsi, rodzice i partnerka, po początkowym szoku, okazali mi ogromne wsparcie. Wiedzieli, jak bardzo byłem nieszczęśliwy w poprzedniej pracy i widzieli, jak rozkwitałem, tworząc coś własnymi rękami. Mówili: „Adam, jeśli to Cię uszczęśliwia, spróbuj. Damy radę.” To było dla mnie bezcenne. Przyjaciele… część z nich patrzyła na mnie jak na szaleńca. „Rzucić taką posadę dla dłubania w drewnie? Czy Ty oszalałeś?” Współpracownicy byli zdziwieni. Niektórzy podziwiali moją odwagę, inni kręcili głowami, uznając to za fanaberię. Ale ja już wtedy wiedziałem, że nie żyję dla nich, tylko dla siebie. Opinie innych przestały mieć dla mnie tak duże znaczenie.

Egomen: Opisz nam swoje początki jako rzemieślnika. Czy to było tak idylliczne, jak sobie wyobrażałeś?

Adam: Absolutnie nie! (Śmiech) Początki były trudne. Brakowało mi regularnej pensji, musiałem sam ogarnąć wszystko – od księgowości, przez marketing, po produkcję. Okazało się, że bycie rzemieślnikiem to nie tylko tworzenie, ale też prowadzenie biznesu. Musiałem nauczyć się wielu nowych rzeczy, takich jak budowanie marki, obsługa klienta, wysyłka, zarządzanie czasem. Czasami miałem momenty zwątpienia, kiedy liczba zamówień spadała, albo kiedy coś nie szło tak, jak powinno. Ale nawet wtedy, mimo stresu i niepewności, czułem, że to jest moja droga. Satysfakcja z każdego sprzedanego przedmiotu, z każdej pozytywnej recenzji, z możliwości rozwijania swoich umiejętności – to było paliwo, które napędzało mnie do dalszej pracy. Nauczyłem się cierpliwości, pokory i tego, że błędy są nieodłączną częścią procesu nauki. Dziś wiem, że to doświadczenie korporacyjne, to zarządzanie projektami i zespołami, w pewnym sensie mi pomogło. Przełożyłem wiele tych umiejętności na swój nowy biznes, choć w zupełnie innej skali.

Egomen: Czym zajmujesz się teraz? Jakie przedmioty tworzysz?

Adam: Głównie skupiam się na dwóch dziedzinach: stolarce artystycznej i wyrobach ze skóry. Tworzę unikatowe meble na zamówienie – stoły z litego drewna, półki, regały. Lubię wykorzystywać naturalne słoje drewna, łączyć je z metalem, tworząc nowoczesne, ale ciepłe wnętrza. Jeśli chodzi o skórę, to są to portfele, paski, torby, ale też bardziej specjalistyczne wyroby, jak futerały na noże czy etui na narzędzia. Staram się, aby każdy przedmiot był niepowtarzalny, wykonywany z najwyższą starannością i z najlepszych dostępnych materiałów. Nie ścigam się z masową produkcją. Moje wyroby są dla ludzi, którzy cenią sobie jakość, trwałość i historię, która stoi za każdym kawałkiem drewna czy skóry. Ludzie coraz częściej szukają autentycznych produktów, które przetrwają lata, zamiast jednorazowych rzeczy z sieciówek. To jest moja nisza.

Egomen: Co jest dla Ciebie największą radością w tej nowej pracy?

Adam: Największą radością jest widok zadowolonego klienta, który odbiera swój przedmiot i widzę w jego oczach zachwyt. To poczucie, że moje ręce stworzyły coś, co będzie mu służyć przez lata, co będzie częścią jego życia, co ma duszę. To jest coś nieporównywalnego z żadnym awansem czy bonusem w korporacji. Cieszy mnie też wolność. To ja decyduję o tym, jak wygląda mój dzień pracy. Sam wyznaczam sobie cele, sam jestem odpowiedzialny za sukces i porażkę. Mam kontrolę nad swoim czasem, co pozwala mi na lepsze życie prywatne, na spędzanie więcej czasu z bliskimi, na rozwijanie innych zainteresowań. I oczywiście, ten moment, kiedy surowy materiał, kawałek drewna czy skóry, zaczyna nabierać formy pod moimi rękami. To jest magia, która nigdy mi się nie znudzi.

Egomen: Czy jest coś, czego nauczyłeś się o sobie, odkąd zmieniłeś ścieżkę kariery?

Adam: Nauczyłem się, że jestem o wiele odważniejszy, niż myślałem. Że potrafię zaryzykować i zaufać swojej intuicji. Nauczyłem się też cierpliwości i pokory. Praca rzemieślnicza wymaga precyzji, czasu, a czasami wiele prób i błędów, zanim osiągnie się pożądany efekt. Nauczyłem się też, że prawdziwe bogactwo to nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim spełnienie, poczucie sensu i wolność. Odkryłem w sobie kreatywność, która była uśpiona przez lata. I co najważniejsze, nauczyłem się, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć żyć na własnych zasadach. Że to, co inni postrzegają jako sukces, niekoniecznie musi być moim osobistym sukcesem. Dziś, choć mam mniej pieniędzy na koncie niż wtedy, czuję się bogatszy, bo żyję w zgodzie ze sobą.

Egomen: Jakie rady masz dla osób, które czują podobne wypalenie korporacyjne i myślą o zmianie?

Adam: Przede wszystkim, zacznijcie od zadania sobie pytania, co naprawdę sprawia Wam radość. Coś, co robilibyście nawet za darmo. Potem, zacznijcie to rozwijać jako hobby, w wolnym czasie. Nie rzucajcie się na głęboką wodę od razu. Zbudujcie sobie poduszkę finansową, nauczcie się podstaw swojego nowego rzemiosła, przetestujcie rynek. Porozmawiajcie z ludźmi, którzy już przeszli taką transformację. Bądźcie realistami – początki będą trudne, ale nagroda jest ogromna. I najważniejsze: zaufajcie sobie. Strach jest naturalny, ale nie pozwólcie mu sparaliżować Waszych marzeń. Życie jest jedno i szkoda je spędzać, robiąc coś, co nie daje Wam szczęścia. Nawet jeśli na początku się nie uda, to będzie to cenne doświadczenie, które czegoś Was nauczy. Warto podjąć ryzyko, by żyć autentycznie. Nie chodzi o to, by rezygnować z korporacji w ogóle, bo dla wielu osób to idealna ścieżka. Chodzi o to, by być świadomym swoich wyborów i mieć odwagę, by je zmieniać, jeśli przestają nam służyć. Pasja jest motorem napędowym, a życie bez pasji jest jak statek bez żagli – dryfuje, ale nigdzie nie zmierza.

Egomen: Dziękuję Ci bardzo za tę inspirującą rozmowę, Adamie. Życzymy Ci dalszych sukcesów i mnóstwa radości z tworzenia.

Adam: Dziękuję Wam bardzo. Mam nadzieję, że moja historia pokaże innym, że marzenia są po to, by je spełniać, a prawdziwy sukces często czeka poza utartymi ścieżkami.

Historia Adama to nie tylko opowieść o zmianie zawodu, ale przede wszystkim o odzyskiwaniu podmiotowości w świecie, który coraz częściej próbuje nas sprowadzić do roli statystyk i wyników sprzedaży. Często ulegamy iluzji, że prestiżowe stanowisko i bezpieczny etat to jedyne słuszne definicje męskiego sukcesu, zapominając, że prawdziwa siła drzemie w odwadze do bycia autentycznym. Przejście od zarządzania cyfrowymi procesami do namacalnego tworzenia przedmiotów, które przetrwają pokolenia, pokazuje, jak wielką wartość ma powrót do rzemiosła – nie tylko jako pracy, ale jako filozofii życia opartej na uważności i szacunku do materii.

W Egomen wierzymy, że pasja nie jest luksusem zarezerwowanym dla nielicznych, lecz paliwem, które pozwala każdemu mężczyźnie budować poczucie własnej wartości na fundamencie rzeczywistych umiejętności, a nie tylko korporacyjnych tytulatów. Przypadek Adama uczy nas, że sukces ma wiele twarzy i czasem najwięcej wygrywamy wtedy, gdy mamy odwagę zrezygnować z tego, co „wypada”, na rzecz tego, co sprawia, że rano budzimy się z autentycznym uśmiechem. Nie każdy musi rzucać biuro i chwytać za dłuto, ale każdy z nas zasługuje na to, by w swojej codzienności odnaleźć choć pierwiastek tej rzemieślniczej satysfakcji, która płynie z dobrze wykonanej, sensownej pracy.